
Rano (raczej powinienem napisać w nocy) Jurek robi nam pobudkę. Jest godzina 5.45. Zaczynam się o niego martwić, bo to nie pierwszy raz kiedy robi taki numer na wyjeździe. Stanowczo buntuję się przed takim stanem rzeczy i za pomocą zatyczek do uszu odcinam się od towarzystwa i łapię jeszcze godzinkę snu. Po śniadaniu zabieramy się za motocykl Mizera. Diagnoza jest jedna. Padł hydrauliczny popychacz sprzęgła. Na szczęście poprzedni właściciel motocykla przewidział taką ewentualność i poprowadził zwykłą linkę.
Za pomocą zapasowej klamki Jurka, cybantów i tego co znaleźliśmy w sakwach montujemy Mizrowi sprzęgło. Działa, ale w każdej chwili może się rozpaść. Trzeba dokupić klamkę z mocowaniem na linkę. Decyzja – odwrót w stronę domu z uwzględnieniem kupna klamki po drodze. Znajdujemy jakiś sklep w którym udaje się kupić klamkę hamulcową od roweru. W Myszyńcu zatrzymujemy się na pizze i naprawę. Jurek dzielnie zanim na stole pojawił się obiad podmienia klamki i KTM odzyskuje w pełni funkcjonalne sprzęgło. Motocykl uratowany, tymczasem inne wydarzenia ściągają nas do Warszawy, mimo sukcesu decydujemy wrócić do domu. Ale nie jak przegrani – najszybszą drogą, tylko szutrami.
Niebawem planujemy powtórkę, ale tym razem chcielibyśmy dojechać przynajmniej do jakiegoś jeziora :)
Tomek
Tomek
![]() |
idealna pogoda na motocyklową przejażdżkę |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz