Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maramuresz. Pokaż wszystkie posty

26 sierpnia 2013

Grupa Romana - etap 3

Rankiem słyszę ogromne tupanie !!! Fuck! Co to? wyglądam z namiotu, a tu stado dzikich koni przyszło do naszego wodopoju. Uff! to nie "nieświeć" Idę spać dalej. 

dzikie konie o poranku
Poranek zapowiada się świetnie (jeszcze nie wiemy co nas czeka za parę godzin) Wczorajsze ognisko się jeszcze tli. Chłopaki wstają sami. Słońce zaczyna przypiekać namioty.
Szybkie śniadanie i koledzy zaczynają "doić" KTM-a. Mam największy zbiornik, a to zobowiązuje do wożenia paliwa kompanom podróżom.


dojenie ktm-a z paliwa

poranne zbieranie biwaku
tak wygląda milion dolarów :) 

widok z góry na naszą sypialnię 

Ruszamy połoninami w dół,  po godzinie i pokonaniu około 2 kilometrów docieramy na skraj stromizn nie do pokonania, zaczynamy więc szukać drogi. Uff znajdujemy szlak. Jeszcze nie wiemy co nas czeka, ale gdybyśmy wiedzieli natychmiast byśmy zawrócili.






Trudno nie mamy tej wiedzy i napieramy twardo pomimo tego, że szlak dawał nam znaki - nie idźcie tą drogą :) )











Po pięciu godzinach i pokonaniu kolejnych trzech kilometrów docieramy do asfaltowej drogi. Uff, w życiu się tak z asfaltu nie cieszyłem. Kolejne kilometry upływają już spokojnie. Docieramy do samochodu, jemy "tradyszional diner"  wypijamy flachę i idziemy spać.
c.d.n.

Jerzy

22 sierpnia 2013

Grupa Romana - etap 2

    Wieczór mija na rozmowach o kierunkach wyjazdów motocyklowych. Co warto zobaczyć, a co można sobie odpuścić. W końcu rozmowa schodzi na rumuńskie niedźwiedzie zwane przez nas "Nieświeć" z racji kawału, który opowiadam towarzyszom. I jakoś tak entuzjazm gaśnie :). Rozpalone wcześniej ognisko dodaje nam tylko otuchy. W końcu po kilu godzinach padamy ze zmęczenia w namiotach . Ranek wita nas pięknym słońcem, na szczęście chowa się jeszcze za drzewami, co daje nam chwilę wytchnienia o poranku. Rozbiliśmy się niechcący i na szczęście pod laskiem. Drzewa rzucają cień. Niestety jesteśmy zmuszeni przenieść namioty w słońce, aby usunąć efekty porannej rosy. Po śniadaniu ruszamy na podbój połonin. Drogę, którą przecieraliśmy z wielkim trudem pokonujemy z wielką łatwością innym zboczem i już po chwili lądujemy w pobliżu szlabanu, gdzie zaczynał się ostry zjazd i po chwili podjazd :). No cóż nauka na przyszłość.

Poranek    i najpiękniejszy widok z namiotu :) 
   Ruszamy dalej po śladzie przekazanym od znajomych z forum z ADV. Niestety w międzyczasie powstała budowa tamy i szlak się urywa. Kila minut błądzenia  i odnajdujemy drogę spokojnie po śladzie wspinam się na połoniny.








Psy są wszechobecne, całe watahy tych czworonogów otaczały nas gdziekolwiek się nie pojawiliśmy. Myślę, że "nieświeć" nie jest tak groźny jak sfora psów - prawdziwy koszmar Rumuni. Nic, trzeba jechać dalej. Po połoninach musieliśmy zjechać do miasteczka napełnić zbiorniki paliwa. Mój motocykl ma największy zasięg, bo bańka ma 28 l paliwa, więc jestem traktowany przez kompanów jak tankowiec :).




    Trudno, na połoninach paliwo drogie :). Sprzedam z zyskiem :)  Zatankowani i najedzeni ruszamy dalej. Połoniny wyglądają coraz bardziej malowniczo. Docieramy do podjazdu, który wydaje się ciut za stromy na bagaż, który wiozę oraz paliwo, które mam w zbiorniku dla reszty. Próba podjazdu kończy się niepowodzeniem i mało brakuje do tzw. rolki.



    Na szczęście udaje mi się opanować motocykl i wychodzę z tarapatów cało. Marcin próbuje jeszcze walczyć kilka minut na podjeździe i odpuszcza.  Mamy nie wyrównane rachunki z tą górą i na pewno tam wrócimy. Szybko znajduję objazd i już po mniejszej stromiźnie wspinamy się na szczyt. Góra jest już płaska i daje się spokojnie jechać. Kierujemy się na lewo od Golgoty, żeby znaleźć jakieś miejsce na nocleg. Po kolejnym zjeździe pokazuje nam się piękne jezioro między dwoma szczytami.



    Widok oszałamiający. Decydujemy, że  dziś śpimy - romantyczne miejsce jak na trzech facetów (Marcin dodaje, że dziś spadają Perseidy, więc noc zapowiada się mega). Ognicho, kolacja i "spadające gwiazdy" to piękne zakończenie dnia c.d.n.


Jerzy

19 sierpnia 2013

Grupa Romana


Rumunia - piękny kraj. Mizer i Tomasz już tam byli, więc i czas na mnie przyszedł. Wyjazd zaplanowany był z dwoma znanymi już na blogu moto podróżnikami z forum ADV. Rob i Marcin, bo o nich mowa, już jakiś czas jeżdżą z nami po Polsce i trochę dalej . Dogadujemy się świetnie, a i motory mają sprawne (w przeciwieństwie do reszty ekipy EV)...




Start, sobota rano, żona zawozi mnie do Rob-a tam już czeka laweta z motorami i jego Mazda zwana przez nas Ford :). Ruszamy do Zamościa, gdzie czeka na nas Marcin  (musiał zawieść Córkę do rodziców). Po drodze przed Lublinem czeka nas obiad w knajpie "Bida", a kto tam był wie, że Bidy nie ma :). Zgarniamy Marcina i już po kilku godzinach lądujemy w Tokaju na Węgrzech. Tokaj to malownicza miejscowość znana z produkcji win. Nam niestety nie dane jest ich spróbować, bo przyjeżdżamy późną nocą i z trudem znajdujemy miejsce noclegowe. Drogie jak cholera, ale jest śniadanie i to nas przekonuje.

szklarnia nie hotel
Rumuńskie drogi
Pokój okazuje się niczym szklarnia, a okna są wielkości włazu do łodzi podwodnej. Rob wymyśla sposób na wentylację pokoju, ale i tak po chwili padamy ze zmęczenia. Ranek jest już chłodniejszy, więc ochoczo po kąpieli ruszamy na śniadanie.
Już po posiłku i kolejnych godzinach spędzonych w Fordzie przekraczamy Rumuńską granicę i obieramy kierunek na pole namiotowe, w miejscowości Sapanta, wskazane nam przez znajomych z forum, gdzie można zostawić auto i przyczepkę.
Gospodarz prowadzi mini pensjonat, gdzie są tak zwane domki bungalow na dwa łóżka i szafkę oraz restaurację, w której jemy pyszną baraninę z kaszą. Tak posileni ruszamy w góry.






Ślad z GPS prowadzi nas jak po sznurku i docieramy do szlabanu na drodze szutrowej wcześniej spotykając rajdera na ktm 250 2T . Ze zdziwieniem dopytuje się nas  czy to prawda, że w Polsce nie można jeździć po lesie? Dla niego jest to nie pojęte (dla nas też).


Omijając szlaban i pokonując pierwszy podjazd docieramy na polanę. Tu planujemy nasz nocleg offroadowy, c.d.n.

Jerzy

9 października 2012

Offroad w Maramureszu i dożynki w Nowym Sołońcu

Wyprawa Kosmos 2012, dzień czwarty
Maramuresz, okolice przełęczy Prislop


    Dzisiaj tekst będzie krótki. Rano zaczeliśmy zabawę w okolicach Prislop - prawdziwy offroad. Później były serpentyny i znowu trochę offu,  aż w końcu trafiliśmy na dożynki w Nowym Sołońcu (wiosce zamieszkałej przez Polaków). Niech mówią zdjęcia.


madam Marlena, Cabana Alpina
tutaj spaliśmy

Niemcy podróżują z własnym obozem :)

pogoda lekko nas straszy

kamieniste szutry
prawdziwy off



przyjazna dłoń ?
i kolejne sepentyny


natkneliśmy sie na rajd zabytkowych samochodów - Carpati Retro


Carmann Ghia, w tle monastyr


szlabany, są nie dla nas :)

dalej nie pojedziemy, przydałby się lżejszy sprzęt



objazd do Nowego Sołońca prowadzi długą prostą
bukowiński krajobraz 

i dożynki w Nowym Sołońcu

na imprezę założyliśmy stroje galowe, podryw na żywca !
i podryw na wnuczkę :)



Mizer

p.s.
Na deser mam fragmenty piosenki "Wygnanie" o losie mieszkańców Pojany Mikuli:
"… Gdy SS - owcy do wioski wkroczyli
 I z rumunami rozkazy dawali
Ach, straszna Trwoga strach nieopisany
Błaga litości, rumunii nad nami. …"
 i ostatnia zwrotka
 "...
Praca zakończona wesoło śpiewamy
A na środku wioski nowy kościół mamy
Z góry z niebiosów, patron błogosław
i Nasz ukochany Jan Paweł drugi." 
źródło: Polonus - Pismo Związków Polaków w Rumunii