C.D.N.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KTM LC4 Adventure. Pokaż wszystkie posty
3 maja 2016
KTM LC4 odbudowa
Wszystko się zaczęło przez nieszczęście znajomego. Miał wypadek, pokiereszowało go nie mniej niż jego Diuka KTM z silnikiem po małym przebiegu i pasującym idealnie do mojej maszyny, rama krzywa więc motor do kasacji. Mój silnik już nadawał się tylko do remontu, który po oszacowaniu kosztów części nie licząc robocizny bo jestem w tym w miarę biegły wyniosła by około 2000PLN. Silnik po przebiegu 6000km od znajomego 2000PLN :) NICE!!
W moje głowie powstał pomysł, skoro silnik prawie nowy to trzeba pójść po bandzie i wymienić wszystko co się da, wliczając w to nawet lakier na ramie i wszystkie gumowe części będzie tego sporo zwłaszcza, że motocykl to rocznik 2003, a po finalnej odbudowie będzie 2016 :)
Zaczynamy! Najpierw rozbiórka. Kurcze balans sporo tego!! Oooo i elektryka fuck, ale będzie roboty przy składaniu. Rozebranie motocykla zajęła mi raptem cały dzień. O składaniu to zupełnie inna historia :(
na skróty:
KTM LC4 Adventure
20 czerwca 2014
Mazury 2014
W zasadzie wystarczyło by napisać turbo udany wyjazd. Wrzucić kilka zdjęć i temat zamknięty :) życie jednak nie jest tak proste i ma wiele barw w tym i zieloną :) Witamy na mazurach, znowu :)
Żeby nie robić obory po drodze podzieliliśmy się na dwie ekipy ze wspólnym noclegiem nad jeziorem . Ja miałem plan dołączyć do mniejszej ekipy i umówiłem się z Kattą który wystartował wcześniej bo w piątek po pracy. Punkt zborny był w sobotę rano w okolicy rzeki Wkra. Do ustalonego miejsca dotarłem sprawnie asfaltem i od tej pory można powiedzieć śmiało, że już go więcej nie widziałem :)
![]() |
| Czarna ekipa KTM-ów :) |
"Czarna" ekipa spotyka się pod kościołem w mieście pod Wkrą :) i już dalej lecimy w czwórkę. Na miejsce biwaku docieramy sprawnie i bez naruszenia jakichkolwiek zasad.
![]() |
| Katta :) |

Nad jeziorem czeka na nas już druga część ekipy i na miejscu dowiadujemy się, że nasza wyprawa była nudna i bez atrakcji natomiast ekipa nr 2 miała więcej przygód. Jeden z kolegów uległ wypadkowi. Na polnej piaszczystej drodze wywinął takiego orła, że cucili go kilka minut i jak się już obudził okazało się, że stracił pamięć krótkotrwałą co dawało wiele zabawy na ognisku. Zapominał gdzie odłożył piwo, a po chwili nie pamiętał, że je w ogóle pił :) i to samo z kiełbasą na ognisku :) .
W między czasie w jednym z nas po wypiciu odpowiedniej ilości trunku z %-tami obudził się człowiek bóbr :) ciął wszystko co mu pod rękę podeszło, a na końcu zrobił dyskotekę z latarki i telefonu, ale żadna dziewczyna nie chciała tańczyć, bo ich nie było :)
![]() |
| Znałem dwóch ludzi co to na kawę do lasu jeździli :) |
Obudził nas kolega "Niepamięć" :) Był zmarznięty i próbował rozpalić ognisko i ku naszej radości udało mu się bo poranek był rześki :)
Szybkie pakowanie i o 10 start do WWA. Katta jest bardzo dobrym nawigatorem i prawie nie widząc czarnego docieramy pod same Łomianki. Ja, Rob oraz Marcin odłączamy się od reszty i obieramy kierunek Bemowo. Wyjazd pomimo moich usterek które na szczęście nie dawały znaku podczas wyjazdu był turbo extra :)
Jerzy
na skróty:
adv,
bmw,
honda,
ktm,
ktm advenure,
KTM LC4 Adventure,
lc4,
lc4 adv,
lc8,
mazury,
pod namiot,
podroż biwak motocykl ognisko polska,
przygoda,
wyjazd,
zdjęcia
19 sierpnia 2013
Grupa Romana
Rumunia - piękny kraj. Mizer i Tomasz już tam byli, więc i czas na mnie przyszedł. Wyjazd zaplanowany był z dwoma znanymi już na blogu moto podróżnikami z forum ADV. Rob i Marcin, bo o nich mowa, już jakiś czas jeżdżą z nami po Polsce i trochę dalej . Dogadujemy się świetnie, a i motory mają sprawne (w przeciwieństwie do reszty ekipy EV)...
Start, sobota rano, żona zawozi mnie do Rob-a tam już czeka laweta z motorami i jego Mazda zwana przez nas Ford :). Ruszamy do Zamościa, gdzie czeka na nas Marcin (musiał zawieść Córkę do rodziców). Po drodze przed Lublinem czeka nas obiad w knajpie "Bida", a kto tam był wie, że Bidy nie ma :). Zgarniamy Marcina i już po kilku godzinach lądujemy w Tokaju na Węgrzech. Tokaj to malownicza miejscowość znana z produkcji win. Nam niestety nie dane jest ich spróbować, bo przyjeżdżamy późną nocą i z trudem znajdujemy miejsce noclegowe. Drogie jak cholera, ale jest śniadanie i to nas przekonuje.
![]() |
| szklarnia nie hotel |
![]() |
| Rumuńskie drogi |
Pokój okazuje się niczym szklarnia, a okna są wielkości włazu do łodzi podwodnej. Rob wymyśla sposób na wentylację pokoju, ale i tak po chwili padamy ze zmęczenia. Ranek jest już chłodniejszy, więc ochoczo po kąpieli ruszamy na śniadanie.
Już po posiłku i kolejnych godzinach spędzonych w Fordzie przekraczamy Rumuńską granicę i obieramy kierunek na pole namiotowe, w miejscowości Sapanta, wskazane nam przez znajomych z forum, gdzie można zostawić auto i przyczepkę.
Gospodarz prowadzi mini pensjonat, gdzie są tak zwane domki bungalow na dwa łóżka i szafkę oraz restaurację, w której jemy pyszną baraninę z kaszą. Tak posileni ruszamy w góry.
Ślad z GPS prowadzi nas jak po sznurku i docieramy do szlabanu na drodze szutrowej wcześniej spotykając rajdera na ktm 250 2T . Ze zdziwieniem dopytuje się nas czy to prawda, że w Polsce nie można jeździć po lesie? Dla niego jest to nie pojęte (dla nas też).
Omijając szlaban i pokonując pierwszy podjazd docieramy na polanę. Tu planujemy nasz nocleg offroadowy, c.d.n.
Jerzy
Jerzy
na skróty:
fotografia cyfrowa,
Husaberg,
KTM LC4 Adventure,
Maramuresz,
relacje,
Rumunia
2 grudnia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)















































