Pokazywanie postów oznaczonych etykietą połoniny. Pokaż wszystkie posty

25 października 2012

Borżawa

Wyprawa Kosmos 2012, dzień piętnasty 
świt na Borżawie

     Borżawa! Borżawa! i jeszcze raz Borżawa. Rankiem jest pochmurno, w oddali grzmi, ale po godzinie wypogadza się. Dzisiaj mamy dzień fanu. Jazda po połoninie daje niesamowite wrażenia, poczucie absolutnej przestrzeni. Zabawę przerywa nam brak wody, zgubiłem ją wczoraj w nocy. Na szczęście zostało nam jeszcze piwo :). 

     Kiedy podejmujemy już decyzję o odwrocie, okazuję się, że jeden podjazd idzie nam wyjątkowo opornie. Za n-tą próbą decydujemy przepchnąć Tramka na szczyt, a w KTM-ie pozbywam się tankbaga. Wreszcie zupełnie inna jazda. Jesteśmy wykończeni, Emil żeby uzupełnić płyny je borówki. Już na dole zatrzymujemy się w pierwszej knajpie, odpocząć i uzupełnić płyny.

   Robi się późne popołudnie, czas wracać do domu, kierunek Polska, oczywiście wybieramy boczne drogi. Wieczorem popełniamy drobny błąd nawigacyjny i nadrabiamy prawie 100 km. Zaczyna też padać. Miejsce do spania wybieramy koło północy. Zasypiamy przy dźwiękach burzy.

po drugiej stronie grzmi

czujemy lekki niepokój, w którą stronę pójdą chmury

nasze obozowisko

300 kg motocykl na borżawie. facet w nocy też jeździ, i z żoną! To jest hardkor


Austriak, jak zobaczył Transkarpata był w szoku








Mizer

24 października 2012

Chocim + nocny wjazd na ....

Wyprawa Kosmos 2012, dzień czternasty
twierdza w Chocimiu
     Dzień zaczynamy od odwiedzin pobliskiej twierdzy. Podjeżdżamy na parking dla turystów, chwila później słyszymy milicyjną syrenę. Dojeżdża do nas ogromna kawalkada motocykli! To Rajd Katyński, ma tutaj obowiązkowy półgodzinny postój na zwiedzanie. Rozmawiamy z przewodnikiem (wypadło mi z pamięci jego imię), nie dawno wrócił z Kazachstanu. Jeździ Trampkiem i jest bardzo zainteresowany modyfikacjami zawieszania w Emilowym Transkarpacie. 

    Chłopaki jak się szybko pojawili, tak samo szybko znikli. Nie mamy ochotę łazić na piechotę po twierdzy. Wiadomo, że zamki najlepiej podziwiać z oddali. Musimy tylko znaleźć odpowiedni punkt widokowy. Skręcamy z afaltowej drogi w boczny szutr. Miejscowi machają nam, że droga ślepa -zobaczymy. Dojeżdżamy nad Dniepr, stan rzeki jest wyjątkowo niski (po powrocie dowiaduję się, że to samo dotyczyło Wisły) i możemy jechać wyschniętym korytem. Muł momentalnie zalepia opony, jazda jak na ślizgawcę, docieramy pod same mury. Twierdze mamy zaliczoną możemy jechać dalej.

     Naszym następnym przystankiem jest miasto Czerniowce. Emil słyszał od znajomych, że jest bardzo ładne i w ogóle warto je zobaczyć. Przedmieścia wyglądają raczej ponuro, smutne szare blokowiska. Już mamy zawracać, ale zaczepia nas przechodzień i tłumaczy jak dojechać do centrum. Tam jest naprawdę ładnie. Na jakiś czas rozdzielamy się, mój KTM jest znacznie węższy ( w mieście mam też bardziej bezkompromisowy styl jazdy), i Emil ginie mi w lusterku. Musze zrobić pętle, na szczęście w końcu się odnajdujemy. Kolejny przechodzeń, tym razem pani Halina (oczywiście po polsku), instruuje nas jak dojechać na uniwersytet, dawną siedzibę biskupów.

     Poranny off i południowe zwiedzanie miasta zabrało dużo czasu. Jeżeli chcemy zdobyć połoninę musimy trochę przycisnąć gazu. Wjeżdżamy na główną drogę, jest strasznie nudna i zaczynam lekko świrować. To nie jest dobre. Mieliśmy już jedno spotkanie z milicją, na szczęście obeszło się bez strat. Ściemnia się, decydujemy odbić w jakąś boczną drogę. Dzisiaj już na pewno nie podjedziemy pod połoninę Libohorę, trudno. Nowa droga jest bardzo fajna, pełna serpentyn.

      Jest już ciemno, nagle macha do nas jakiś facet z kempingu, widzimy też motocykle (Africe Twin i lekkie enduro). I tak mieliśmy się zatrzymać, żeby się trochę rozgrzać. W nocy w karpatach jest już zimno. Podchodzi do nas Czech (właściciel Afryki). Jest tu przewodnikiem grupy Austriaków, przyjechali pojeździć po Borżawie, połonina jest 2 km stąd!!! Żegnaj Libohoro, witaj Borżawo! Jednak dzisiaj wjedziemy na połoninę. Tuż przed północą, już podczas podjazdu, mylę drogę i podjeżdżam pod domki przeznaczone dla turystów. Od Ukraińców z Kijowa dostajemy pyszną słodką kawę, i ciepłą zupę. Chłopaki robią sobie z nami zdjęcia, piją też za nasz szczęśliwy powrót do domu. Doładowani psychicznie i energetycznie ruszamy dalej, na podjeżdzie dla odmiany jest gorąco. Dziś śpimy na połoninie.

z Kazachstanu na Rajd Katyński, wszystko na Transalpie

dużo motocykli, jak dla mnie za dużo

rozpoczynamy zabawę

muł rzeczny jest wyjątkowo przylepny




Czerniowce zachwycają architekturą 


bez gwiazdy nie ma jazdy

zatrzymujemy się na chwilę pod uniwerkiem 

na Ukrainie pełno jest sympatycznych bezpańskich psów

nowi przyjaciele poznani na podjeździe na Borżawę

kosmonauci przybyli, trzeba to uwiecznić
w tych pięknych okolicznościach przyrody ....

3.30 prawie śpimy
Mizer

p.s.

była jeszcze babinka, która nas ostrzegała żebyś tam nie jechali (na borżawę), bo na pewno zginiemy.

15 września 2012

Szturm KTM na UA

        Od powrotu do domu z Zakarpacia minął już tydzień, a wspomnienia ciągle żywe. W pierwotnym planie miałem jechać z całą ekipą z forum ADV na lawecie. Wyszło jedna tak, że pędziłem na kołach razem z Mizrem i Emilem którzy jechali dalej na wschód, a na Ukrainie odwiedzali tylko Vadika gdzie my mieliśmy bazę wypadową. 

Podjazd u Vadika gdzie parkowaliśmy maszyny
 Pierwszy dzień i dwie wiadomości. Pada, a druga Marcin 3523 jedzie do nas i będzie wieczorem. Tym czasem ruszamy w stronę połoniny Turnei.  Leje jak z cebra i po 10 min mamy dość. Zatrzymujemy się w opuszczonej chacie, czekając na rozpogodzenie. W końcu przestało padać i ruszamy dalej, zaczyna się ostry podjazd po śliskich i dużych kamieniach. Sławek na BMW niefortunnie ląduje na prawą stronę obijając udo i rozbijając chłodnicę w motocyklu. 







Postanawia zawrócić i uspokaja wszystkich, że nie odpuszcza bo ma zapasowe części w tym chłodnicę :)  Sławek powoli wraca do bazy, a my jedziemy dalej. Kamienie nie są tak straszne jak błotniste podjazdy, które nas czekają. Część z nas jeszcze nie zmieniła opony na bardziej agresywne co mści się okrutnie na podjazdach. Wyczerpani wracamy do bazy entuzjazm jednak jest wielki bo jutro Połonina Borżawa.  Specjalnie nie uprzedzam Krzenienia ile kilometrów trzeba zrobić po asfalcie, żeby do połoniny dojechać  bo jedzie KTM-em 250 w cwaju co oznacza straszną męczarnie.

 Po drodze na Borżawe jest jeden posterunek Milicji gdzie zawsze jesteśmy zatrzymywani i przechodzimy drobiazgową kontrolę, wiadomo po co. Tym razem na nasz widok wszyscy funkcjonariusze wchodzą do budynku, jak by nas nie było ?? Przestraszyli się 10 motocyklistów czy co?  Zadowoleni z braku kontroli jedziemy już na samą połoninę. Podjazd prowadzi wzdłuż wyciągu narciarskiego więc na wszystkich robi to pozytywne wrażenie, pogoda jest super słońce pięknie świeci, a lekki wiaterek daje pozytywne wrażenie.  

Marcin i Smutek postanowili się przekopać


Wspaniała droga szutrowa w okolicy Gusny

Pierwsze widoki z Borżawy


Dość stromy podjazd w połowie jeszcze dodatkowe utrudnienie spowodowane wielkim kamieniami






Sławek pomimo bolącej nogi niczego nie odpuszczał

Dość trudny zjazd stromy, kamienisty i pozakręcany.


Połonina robi na wszystkich ogromne wrażenie. Piękne rozległe góry ciągną się po horyzont, a kolory jesieni zaczynają pokazywać się spod jeszcze zielonej przyrody. Gdzieniegdzie widać ścieżki którymi będziemy jechać, chłopaki nie zdają sobie jednak sprawy jakie podjazdy i zjazdy nas czekają, nie psuje im tej chwili. Postanawiamy za rok tu wrócić, tylko tym razem pod namiot. Takie trzy dni bez pospiechu i pełne relaksu. Miejsc do spania mnóstwo tylko z pogodą będzie się trzeba wstrzelić, bo po w deszczu lub tuż po nim jazda po Borżawie jest niemożliwa. 

Ostatniego dnia aparat  niestety wyciągam tylko raz kiedy Jakub postanawia wykonać efektowny skok. Dzień ostatni obfituje w wiele przygód. Ja latam po drzewach (motor mi trochę poniosło i za późno odpuszczam gaz co skutkuje wybiciem z nasypu. Opuszczam pojazd i łapie drzewo na wysokości 2m jadący za mną Smutek mało się nie wywraca ze śmiechu jak widzi mój wyczyn. W trójkę wyciągamy z powrotem motocykl na drogę. Strat nie ma więc jedziemy dalej. Nagle kolejny Ktm staje bez prądu. Po godzinny poszukiwaniu awarii (wypieła się jedna z kostek) udaje się wszystko naprawić i gonimy resztę ekipy. Wiem, że kończy im się mój ślad, na poprzednim wyjeździe utopiłem tam nawigację i nie będą wiedzieli jak dalej. Po drodze spotykamy jeszcze Kamratów z Rosji. Ugoszczeni Beherovka i mięsiwem pędzimy dalej. W końcu doganiamy kolegów na połoninie Runa, która wita nas mega mgłą i spadkiem temperatury o jakieś 10 stopni. Szybko się z stamtąd zawijamy i lecimy na obiad. 

Jakub z Kaszub po wykonaniu telemarku 

Ostatni wieczór mija nam na wspominkach i umawiani kolejnego wyjazdu. Pięciu  z nas wstaje o 5 rano. Chcemy wcześnie dotrzeć do domu, a trzech musi wrócić aż na Pomoże. Na granicy trafiamy na zmianę co oznacza godzinę w plecy. Marcin jedzie do Warszawy mój kierunek to Tomaszów Maz. Rodzinna impreza wzywa. 
Rano w poniedziałek jadę odwiedzać Zalew Sulejowski i omijając główne drogi jadę do Warszawy i  odkrywam 80 kilometrów szutrowych dróg ku mojej radości oczywiście

Zalew Sulejowski

Szutry z Tomaszowa do Warszawy